sobota, 8 listopada 2014

Andre

Obudziłem się o 7. Za godzinę trening. Wskoczyłem pod prysznic i jak co dzień zacząłem rozmyślać o życiu. Mam 24 lata. Gram we wspaniałym klubie, mam kilku dobrych znajomych, może nawet przyjaciół? Nigdy nie potrafiłem odróżniać tych dwóch stanów. Przyjaźń czy jeszcze koleżeństwo. I nigdy nie wychodziło z tego nic dobrego. Szczególnie w moim przypadku. Na szczęście obyło się bez głośnych skandali i mocnych nagłówków krzyczących z gazet. Wyszedłem z łazienki zmierzając w stronę kuchni. Od roku jestem sam. Parę miesięcy temu przeprowadziłem się z ogromnego domu, do mniejszego 90-metrowego apartamentu. Przytłaczała mnie pustka mojego poprzedniego miejsca zamieszkania. Nigdy nie lubiłem być sam. Teraz jestem. Nie z własnego wyboru. Nie czuję się winny za rozstanie z Coleen. Po prostu do siebie nie pasowaliśmy. Zdecydowaliśmy o tym jak normalni, cywilizowani ludzie na poziomie. Żadnych kłótni czy wyzwisk. Żałuję, że jestem sam, a nie tego, że nie jestem z Coleen. Chłopaki z drużyny często wmawiali mi, że do siebie pasowaliśmy i inne takie głupoty. Przyznam, że cholernie mnie to irytowało. Myśleli, że jak oni po rozstaniu zaraz polecę do pierwszej lepszej dziewczyny na jedną noc. Zawsze uważałem, że to bez sensu.
Wypiłem kawę, która była niezbędna każdego ranka, ubrałem się i pojechałem na trening. 

-Aaron gdzieś ty wczoraj był, że tak marnie wyglądasz? - zapytał z troską w głosie Wenger
-przepity jest panie trenerze! - wrzasnął któryś z Kanonierów
-znowu wasze zakazane twarze.. a te dwa dni były takie piękne - westchnąłem na wspomnienie o wolnym czasie spędzonym z bratem i jego rodziną.
-a temu co znowu? - zapytał z grymasem na twarzy Wilshere gdy wychodziłem z szatni
- baby mu trzeba Jack, nic więcej - odpowiedział Szczęsny 
Lubię ich, potrafią poprawić humor, to trzeba im przyznać, jednak czasem są strasznie irytujący, wręcz nie do wytrzymania. Zachowują się jak dzieci. Nie potrafią się na niczym skupić, rzadko kiedy da się z którymś poważnie porozmawiać. Najbardziej sprawdza się tu Walcott i Wojtek. Theo jest człowiekiem niezwykle empatycznym, zawsze potrafi mnie wesprzeć. U bramkarza zaś znajduję racjonalizm. 

Po treningu pojechałem do Jacka, żeby nie siedzieć samemu w czterech ścianach. Często spotykam się z chłopakami po treningach. Lubię wpadać do Podolskiego, bo jego żona genialnie gotuje. Poza tym jego dzieci mnie uwielbiają - z wzajemnością. Jack znowu pokłócił się z Lauren. Szczerze mówiąc nie przepadam za nią, trzeba było go jednak jakoś pocieszyć. Nim się obejrzałem była już 22. Pożegnałem się z przygnębionym Wilsherem i wstąpiłem do pobliskiego sklepu. 

***

- Cholera! Nie mam ketchupu! Nie chce frytek bez ketchupu. Zawsze muszę o czymś zapomnieć.- zaczęłam przeklinać swoją osobę. Chciałam zrobić sobie kolację, a będąc nad ranem w sklepie nie kupiłam ketchupu. Poddenerwowana założyłam czarną bluzę, szare jeansy oraz stare adidasy i udałam się z powrotem do supermarketu. Po zakupieniu potrzebnych rzeczy w postaci wyżej wymienionego ketchupu, czteropaku piwa i paczki papierosów, z naburmuszoną miną ruszyłam w stronę domu. Miałam zły dzień. Nagle poczułam, że na czymś się zatrzymałam. Na czymś, a raczej na kimś. Na mężczyźnie. Na mężczyźnie, którego skądś już znałam. Cholera. To jest on?

***

Idąc w stronę sklepu skupiłem się bardziej na swoim telefonie niż na drodze przede mną. Właśnie przez to wpadłem na jakąś dziewczynę. Stanąłem zaskoczony i przyglądałem się jej reakcji.
- To, że jesteś wyższy nie oznacza, że możesz sobie wchodzić na niewinnych ludzi - wydusiła z siebie. Miała dość nietęgą minę. Na jej twarzy malował się grymas. Wyglądała jak bokser czekający na ringu na rozpoczęcie walki. W oczach jednak miała strach. Nie zdziwiłbym się gdybym dostał od niej po twarzy jednak obeszło się bez tego. Być może przez to, że miała zajęte ręce. Szczęściarz ze mnie. 
- Przepraszam, nie chciałem, mogę ci to jakoś wynagrodzić? 
- Zejdź mi z oczu. - wycedziła groźnie. Spojrzała mi odważnie w oczy. Były ciemne. Bardzo ciemne. Niemal czarne. Miała na sobie czarną luźną bluzę i założony kaptur spod którego wystawało parę ciemnych kosmyków włosów. Była bardzo szczupła. Sprawiała wrażenie kruchej, delikatnej. Wyglądała jak porcelanowa laleczka. Odsunąłem się grzecznie robiąc jej miejsce, aby mogła swobodnie przejść. Odprowadziłem ją wzrokiem za róg po czym stałem tam dobre pięć minut. Zacząłem zastanawiać się kim właściwie jest ta dziewczyna i dlaczego nigdy wcześniej jej nie spotkałem. 

***

Weszłam do domu i oparłam się o drzwi. Spotkałam Ramseya.. W rzeczywistości jest przystojniejszy. Wyjęłam paczkę papierosów i wzięłam jednego do ręki. Udałam się do pokoju po czym otworzyłam szeroko okno i usiadłam na parapecie. Mam okno na podwórze, więc bez problemu mogę palić w domu nie zwracając na siebie jednocześnie uwagi. Otworzyłam piwo. Po godzinie zobaczyłam, że wypiłam aż trzy, co było dziwne. Zwykle nie pijam dużo alkoholu i właśnie dlatego zaczęłam mieć głupie myśli. Doszłam do wniosku, że muszę się przeprowadzić. Nie lubię tej kamienicy. Ale jak się przeprowadzić, gdy nie mam pieniędzy? Będę musiała znów okraść jakichś mafiozów. Ryzykowne, ale kto nie ryzykuje, ten  nie ma nowego mieszkania. Można by powiedzieć, że to, co robię jest nielegalne. Można by zapytać gdzie moja moralność. Ja jestem zdania, że pieniądze tych bandytów po prostu się im nie należą. Oczywiście, mogłabym oddawać te pieniądze ludziom okradzionym, ale sama świata nie zmienię, a o własny tyłek zadbać jakoś muszę. Zaczęłam  się zastanawiać nad Ramseyem. Może przydałby się jakiś mały research? Teoretycznie w każdej chwili mogę wkraść się na jego komputer.. i może to zrobię? Zaczęłam pisać stronę, którą jutro wyślę w mailu Aaronowi. Na pewno go otworzy, bo podszyję się pod stronę Arsenalu, albo coś w tym stylu. Zamiast skończyć - odpłynęłam w krainę Morfeusza.. 


××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××××

Dziś znów krótki, jednak nie mam kompletnie weny a tym bardziej siły.
Zapraszam do komentowania i obserwowania,
Pozdrawiam, Wolfie :* 





3 komentarze:

  1. I spotkanie z Ramesyem, no proszę. Ale jego nie da się nie lubić, więc wyjdzie z tego coś dobrego, prawda? ;) W tej chwili zaskoczyła mnie kreacja jego postaci, bo z reguły wyobrażałam sobie Aarona, jako imprezowicza i podrywacza, a tu taka niespodzianka. Zobaczymy, jak to się dalej potoczy... Mam nadzieję, że nie będzie źle.

    OdpowiedzUsuń
  2. Panowie z drużyny jak zwykle potrafią poprawić humor, szczególnie czytającym!
    Aaron się podoba i to bardzo, nie tylko nam, ale i bohaterce! Jestem ciekawa co będzie dalej, więc czekam na kolejny rozdział ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Trafiałam przypadkiem i nie żałuję. Genialna koncepcja! Bardzo oryginalnie przede wszystkim i to mi się podoba. Hakerka i piłkarz, naprawdę, tego jeszcze nie było. Czekałam niecierpliwie na ich spotkanie, a tu proszę! Wypad na zakupy i BANG wpadają na siebie. Cache jest ciekawą i dosyć tajemniczą postacią, ale wydaje mi się, że mimo tej kryminalnej osobowości jest zagubiona, szczególnie w nowym otoczeniu, jedynym wsparciem jest Patch, o którym nie wiemy nic. To otwiera wiele pytań bez odpowiedzi i przede wszystkim wzbudza ciekawość i oczekiwanie na kolejne rozdziały. Co do Ramsey'a? Jest po prostu kochaniutki i taki spokojny, miły, zwyczajny chłopak. Tak, zdecydowanie chcę więcej i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. Pozdrawiam. Katorga.

    [kapciuuszek.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń