- Ale te jej oczy.. - na twarzy piłkarza pojawił się cień uśmiechu
- Taki duży chłopiec a na ładne oczy się nabiera.. Ej.. Aaron..ty się uśmiechasz? - bramkarz zmrużył delikatnie oczy
- A nie mogę? - na twarzy Ramseya zagościł szeroki już uśmiech
- Nie wiem co to za dziewczyna ale skoro na wspomnienie o niej się uśmiechasz to nie wyjdzie z tego nic dobrego. Jak się spotykałeś z Coleen to też wiecznie się szczerzyłeś.
- Spadaj.
- PANOWIE! Proszę ćwiczyć bo następnym razem nie będę już taki miły - krzyknął trener Arsenalu
- Tak jest psze pana, pan się nie stresuje - odpowiedział spokojnie bramkarz.
Wojtek zawsze sprawiał wrażenie aroganckiego dupka, który w zasadzie nie liczył się z nikim. Chodził własnymi drogami, nie przejmował się opinią innych ludzi. Za to go lubiłem, wiedziałem, że zawsze będzie ze mną szczery i że można na niego liczyć. Nie chciałem jednak żeby miał rację co do spotkanej przeze mnie dziewczyny.
Po treningu udałem się do domu, zacząłem rozmyślać o przyszłości. Co właściwie ze mną będzie jeśli nie znajdę żony? Chcę założyć rodzinę, jednak tkwiąc w związku z niekochaną przeze mnie kobietą nic z tego nie wyjdzie. Teraz myślę już tylko o niej. O drobnej szatynce o pięknych oczach. Kim ona może być? Na pewno nie jest z Anglii. Ma dziwny akcent, zbyt twardy jak na nasze standardy. Skąd może być? Ma jasną cerę, ciemne oczy, ciemne włosy które mogą być efektem farby. Stawiam na Europę, ten akcent..
Rozmyślając usnąłem na kanapie, obudził mnie dzwonek do drzwi.
- No czeeeść misiaczku pysiaczku ty mój! - za drzwiami stali kompletnie pijani Kieran, Theo i Jack.
- Nigdy nie dorośniecie. - wywróciłem oczami
- Nie chcesz nas? To idziemy w miasto SAMI! Za mną chłopaki! Idziemy! - rozkazał Theo, który był w najgorszym stanie z całej trójki.
- Nie, czekajcie - przez myśl mi przeszło, że nie powinienem puszczać ich samych gdziekolwiek nie chcieliby iść. - mogę iść z wami?
- Nie wiem.. obraziłeś swoich najlepszych kumpli, powinieneś nas błagać o wybaczenie aaalee my nie jesteśmy tacy jak ty więc możesz iść z nami - wymamrotał Jack.
- dzięki chłopaki - uśmiechnąłem się tylko, powstrzymując salwę śmiechu.
- To idziemy podbić Londyn! - krzyknął głośno Kieran
Po drodze dowiedziałem się, że Theo zdradziła dziewczyna i z tego właśnie powodu to wszystko. Postanowiliśmy wstąpić do jakiegoś przyzwoitego klubu. Chwilę ich popilnuję, a potem odstawię do domów. Jak z dziećmi.
***
Obudziłam się z bólem głowy i obietnicą, że nie tknę alkoholu przez najbliższy rok. Postanowiłam pomyśleć nad tym, w jaki sposób wcielić swój wczorajszy plan w życie. Przede wszystkim teraz wzbudzam dużo podejrzeń. Muszę się przeprowadzić. Tylko jak? Nie mam pieniędzy. Powinnam mieć również rodzinę. I nie wchodzi w grę tylko i wyłącznie mąż. Muszę mieć całą rodzinę. Ale jak? Jak do cholery mam nagle skompletować całą rodzinę? Chyba że.. Nie, to nie jest dobry pomysł. Tylko czy mam inne wyjście?
Postanowiłam napisać do Patcha, ostatnio kontaktowałam się z nim naprawdę bardzo dawno. Włączyłam laptopa. Patch jak zwykle dostępny.
Cache//: Patch, masz dla mnie jakąś pracę? Londyn jest nudny.
Patch//: Zwariowałaś.
Cache//: Dlaczego?
Patch//: Cache, jesteś w Londynie. Idź do jakiegoś klubu i się zabaw, a nie pracujesz i się obijasz.
Cache//: Nie poznaję Cię Patch.
Patch//: Idź.
Cache//: Nie lubię. Nie lubię ludzi.
Patch//: Polubisz Cache. Błagam Cię, nie marnuj sobie życia. Rozerwij się. Proszę, zrób to dla mnie.
Cache//: Ok Patch, Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem
Początkowo nie byłam przekonana do pomysłu Patcha, jednak po chwili zastanowienia postanowiłam udać się do jednego z Londyńskich klubów. Miałam jeszcze trochę czasu. Udałam się do łazienki. Nalałam do wanny gorącą wodę, dolałam lawendowego olejku, ustawiłam świeczki. Postanowiłam zrelaksować się przed dzisiejszym wyjściem. Przyda mi się. Zabrałam ze sobą zieloną herbatę i rozkoszowałam się zapachem lawendy oraz przyjemnym ciepłem wody. Po godzinie byłam już zrelaksowana i pełna sił. Wysuszyłam włosy, zakręciłam je w lekkie fale, zrobiłam nieco mocniejszy makijaż, pomalowałam paznokcie na czerwono. Następnie otworzyłam szafę i załamałam się. Nie mam ubrań, które mogłabym dziś założyć. A może i mam..Zaczęłam grzebać głęboko w szafie i dogrzebałam się do małej paczuszki. Tak, Ciebie właśnie szukałam! Odwinęłam zawiniątko i wyjęłam śliczną małą czarną sukienkę. Dostałam ją kiedyś od cioci, chyba na 17 urodziny. Długo musiała czekać na swoją kolej. Dobrałam do niej klasyczne czarne szpilki, które na szczęście zakupiłam kiedyś na okazję wizyty w sądzie. Złapałam w rękę małą czerwoną kopertówkę i ruszyłam do wyjścia.
***
Siedziałem z chłopakami przy strefie dla Vipów. Theo został osaczony przez wianuszek dziewczyn, które niemal biły się o miejsce na jego kolanach. Okropne.
- Ej, patrzcie jaka sztuka - nagle zawołał Jack kiwając w stronę szatynki. To ona! - myślicie że dziś zaliczę? - wyszczerzył się Wilshere
- Na pewno nie ją - odwarknąłem i ruszyłem w stronę baru, przy którym siedziała piękna nieznajoma. Nie zdążyłem - uprzedził mnie Wilshere, który porwał ciemnooką do tańca. Zrezygnowany opadłem na kanapę. Postanowiłem czekać na swoją kolej, która jednak nie nadchodziła. Para przetańczyła dokładnie sześć piosenek i zniknęła mi z pola widzenia. Zabiję Cię Wilshere. Zabiję jeśli tylko ją dotkniesz.
_____________________________________________________
Jest i 3! Kolejne spotkanie Aarona z Malin. Nie podoba mi się, ale pisane na szybko :)
Zapraszam do komentowania i obserwowania!
Wolfiee :*
Zdecydowanie za krótko, brakuje mi czegoś, co mogłoby bardziej to wszystko opisać, czy jakoś tak... Zresztą, mniejsza z tym. Jack to Jack, jakoś tak właśnie mi się kojarzy, ale żeby tak Aaron od razu się zauroczył. Cóż, to mi nie pasuje, ale okej.
OdpowiedzUsuńCzekam na następny.
Strasznie podoba mi się twój styl pisania. Rozdział świetny. Aaron jest uroczy. Bardzo go polubiłam <3 Czekam na następny rozdział.
OdpowiedzUsuńWeny :*
http://tommorow-is-beautifull-dream.blogspot.com/
Mało, mało, mało!
OdpowiedzUsuńAaron będzie robił maślane oczka do naszej bohaterki? ;>
Niech zawalczy, a co tam!
Czekam na kolejny rozdział! ;)
The Last Chance: Rozdział VII "Mniej gadaj i rozbieraj się." http://the-last-chance-blogstory.blogspot.com/2014/12/rozdzia-vii-mniej-gadaj-i-rozbieraj-sie.html?spref=tw Jeśli chcesz :) jeśli nie, to usuń koma.
OdpowiedzUsuńO tak! Tego szukałam. Czegoś pięknego o moim Aaronie ♥ I znalazłam tutaj ;))
OdpowiedzUsuńRany, uwielbiam Wojtka. Przesadziłaś, moze nie liczy się z niczyim zdanie z wyjątkiem Krychy. Mają lekko nasrane we łbie, ale wspaniała z nich para przyjaciół. Jak ich słucham to uśmiech sam mi do twarzy przylega.
Ramsey jest zraniony, a ja tego nie lubię. Trzeba coś wykombinować. I zastanawiam się, co tutaj zrobisz. Bardzo mnie to nurtuje.
Wspaniałe opowiadanie, czekam na dalszą część.
A w wolnej chwili zapraszam do siebie:
http://tot-el-camp-es-un-clam.blogspot.com/
suenos;**